7. Durna smarkula
Ino wleciała zdyszana do mieszkania, było
po 13 ponieważ nie śpieszyła się tak jak do Suny. Kwiaciarnia była zamknięta,
jej rodziców też nie było nigdzie widać. Na stole leżała kartka.
„ Nie wiemy kiedy wrócisz z
misji, pojechaliśmy do wioski Johame z okazji urodzin taty. W lodówce masz
troszkę dango i tortu ryżowego ~ I.Y ”
Blondynce zrobiło się przykro, liczyła,
że zdąży złożyć jeszcze tacie życzenia urodzinowe. Trudno takie życie shinobi.
Ino zjadła obiad i udała się na parter otworzyć kwiaciarnie. Miała ze sobą
kilka zwojów medycznych i zamierzała się pouczyć. Ale najpierw obowiązki!
Otworzyła drzwi wpuszczając ciepłe powietrze do środka. Powymieniała kwiaty w
wazonach układając nowe kompozycje. Powycierała kurze i posegregowała nasionka.
Teraz miała czas aby usiąść i potrenować na ledwo żyjących roślinkach. „To
świetne ćwiczenia na kontrolę chakry. Swoją drogą, ludzie są dzisiaj dziwnie
zabiegani”. Przed wejściem do kwiaciarni widziała tylko jak wszyscy przemykają
w tą i z powrotem. Jednak dzisiaj nie miała ochoty nigdzie wychodzić, wolała
posiedzieć i zrobić coś pożytecznego. Mimo, że już od jakiegoś czasu leczyła
ludzi, to często jak nie miała klientów powtarzała podstawy, tak aby
kontrolować przepływ chakry w lepszym stopniu.
Tymczasem, dwoje przystojnych shinobi, po
skończonym obiedzie, zmierzało powolnym krokiem w stronę domu Naruto. Było to
niewielkie dwupokojowe mieszkanie w południowej części Konohy. Wojownicy byli
wcześniej u notariusza, który wyznaczył datę spotkania dotyczącego podziału
majątków Uchihów, oraz wydał Naruto, majątek jego rodziców. Dzięki temu, mógł
rozpocząć budowę rezydencji klanowej.
Idąc nie zwracali uwagi na spojrzenia
mieszkańców. Niektórzy im dziękowali, inni się kłaniali, a jeszcze inni przed
nimi chowali. W parę sekund Naruto, oraz Itachi zostali wzorami do
naśladowania, a także, głównym tematem rozmów w wiosce i poza nią. Ponieważ
Hokage wysłała posłańców do innych wiosek z informacjami na temat ostatnich
wydarzeń.
- żałosne – prychnął Itachi, kilka godzin
temu uważali mnie za zło tego świata, a teraz się kłaniają. – popatrzył po
ludziach. – Przez to, nawet spokojnie nie będę mógł się zabawić, bo każdy mnie
rozpozna.
- Lepiej, żeby Ci dziękowali niż
bezskutecznie próbowali cie zabić – odparł beznamiętnie podchodząc do drzwi
mieszkania. – jakie masz na dzisiaj plany?
- Chciałbym pójść na grób rodziców. Byłem
tam tylko raz – powiedział zmienionym głosem – poza tym musze załatwić jeszcze
kilka rzeczy. Kupić jakieś ubrania... życie nomada nie należy do
najprzyjemniejszych. Mam zamiar nadrobić te kilka lat.
- Musimy się napić, co ty na to?
- Może nie dzisiaj. Ale jutro bardzo
chętnie. Tylko..sami? – zapytał z przebiegłym uśmiechem na twarzy
- Powiem Hinacie i Ino żeby przyszły
- Możliwe są?
- W moim wieku, ale nie radzę ich dotykać
– zagroził
- Spokojnie, i tak niemiałbym zamiaru.
Wole doświadczone kobiety. – Uchiha westchnął – no cóż, najpierw z masą facetów,
a teraz w celibacie przez rozpoznawalność. Cholera, żyć nie umierać.
- Masz racje, 24 lata.. na starego grzyba,
młoda nie poleci – zażartował blondyn.
- Żebyś się nie zdziwił przyjacielu.
---------------------------
- no malutki, damy rade – powiedziała Ino
do ledwo dychającego wróbelka. Ptaszek wpadł do kwiaciarni i odbił się od
ściany, uciekając przed osiedlowym kotem. Był poobijany i miał złamane
skrzydełko. Yamanaka położyła go na ladzie i zabrała się do oglądania
zwierzęcia. Złożyła ręce w pieczęć, wypuściła chakrę z rąk i zaczęła leczenie
swojego małego pacjenta. Było to łatwiejsze od leczenia ludzi lecz złamanie
było poważniejsze niż myślała. Wiele jej brakowało do Sakury, jednak nie
poddawała się i ćwiczyła kiedy tylko mogła, a im więcej różnych przypadków tym
lepsza praktyka i szybsze działanie przy realnym zagrożeniu.
Przed kwiaciarnią stał czarnowłosy
mężczyzna. Przyglądał się chwile poczynaniom kwiaciarki po czym wszedł do
środka. Ino usłyszała dzwoneczek.
- Ohayo – przywitała klienta nie
odrywając wzroku od swojego małego pacjenta. Ptaszek wstał na nóżki, rozłożył
skrzydełka i wyleciał przez uchylone drzwi mijając mężczyznę. Ino spojrzała za
wylatującym wróbelkiem z lekkim uśmiechem na twarzy. ~udało się!~
- Ohayo – usłyszała i skupiła swój wzrok
na przybyszu.
- Ok mam udar, koniec z misjiami w Sunie.
– obeszła ladę dookoła i stanęła naprzeciwko mężczyzny –Nie wiedziałam, że
kwiaciarnia moich rodziców jest znana nawet w przestępczym świecie.
- Nie jestem przestępcą – syknął Itachi.
- tak, jasne. To tak samo jak z
alkoholikiem. – Uchihe rozbawiły te słowa, mimo tego jego oczy pozostały zimne.
Pod takim spojrzeniem wszyscy zamierali ze strachu. Ino jednak to nie obeszło.
„co za durne dziecko” pomyślał. W tym czasie Ino zauważyła, że jej przyjaciółka
wchodzi do kwiaciarni. Pociągnęła przybysza za półki.
- nie wychodź, dopóki nie
powiem – ostrzegła. Itachi był na skraju wyprowadzenia z równowagi, jednak
został w miejscu spragniony nawet tak trywialnej rozrywki.
- ohayo Hinata! – przywiatała się lekko
poddenerwowana Ino.
- ohayo, słuchaj wiem, że dopiero
wróciłaś. Spiesze się na trening z ojcem już jestem spóźniona więc tylko
zarysuje ci sytuacje – zaczęła zdyszana -
Itachi Uchiha wrócił do wioski i został uniewinniony, to wszystko była
wina starszyzny, w bardzo ogólnym skrócie, a i Naruto oficjalnie przejął
nazwisko ojca i od dzisiaj jest Namikadze!
- widziałaś Sasuke? – zapytała blondynka.
- nie. Lece na trening porozmawiamy
później, pa!
Ino zaczęła się śmiać, nie wiedziała czy
z nieporozumienia które zaszło, ze współczucia czy z tego, że miałą racje. Itachi wyszedł zza półki.
- jak to jest, że shinobi nie potrafi
dowiedzieć się banalnych informacji po powrocie do wioski?
- Widać, że bycie dupkiem jest u was
rodzinne- powiedziała zła
- Lubisz mojego braciszka? Mam nadzieję,
że godnie reprezentował klan
- Tak, jak wiem, że się spotkamy to nie
zakładam stanika – odbiła piłeczkę złośliwie.
- cóż, w takim razie musze mu przekazać,
że ma tak oddaną fankę.
- pomyślałby, że masz wylew – uśmiechnęła
się – chociaż nie uważam, że chciałby rozmawiać z zabójcą swoich rodziców.
- posłuchaj smarkulo – Itachi włączył
sharingana, ewidentnie wytrąciła go z równowagi – jesteś..
- nie to ty posłuchaj, wiem, że to była
twoja misja. Trzeba być bez uczuć żeby zdobyć się na taki czyn. Masz mój pełen
podziw. Ja bym tak nie potrafiła, nawet nie poinformować po kilku latach
swojego brata, który tyle czasu cię szukał.
- nie potrafiłabyś bo jesteś tylko nic
nie wartą małolatą – prawie krzyczał – takie dzieci jak ty, w ogóle nie powin..
- nie jestem dzieckiem – przerwała mu –
posiadanie empatii nie wiąże się z..- zadzwonił dzwoneczek i do kwiacairni
wszedł Asuma.
- Ino, witaj Itachi – przywitali się –
przyszedłeś po kwiaty?
- Kope lat Asuma-sama. Nie skończyliśmy.
– Itachi wyminął Sarutobiego zapominając po co w ogóle tam wchodził. Ino szybko
sprzedała sensejowi maki, po które przyszedł po czym pobiegła na górę po zwój
na którym ćwiczyła z TenTen, zamknęła kwiaciarnie i wybiegła w pośpiechu.
W tym czasie, Hinata biegła na trening ze
swoim tatą i kuzynem. Była już spóźniona i wiedziała, że będzie musiała się
nieźle tłumaczyć ze swojej niesubordynacji. Zamyślona skręciła w kolejną alejkę
zderzając się z czyimś torsem…
- przepraszam, nie zauważyłam – zaczęła
słodkim głosem – Naruto! – krzyknęła cicho
- czy do każdego faceta mówisz w taki
sposób? Czemu do mnie zwracasz się inaczej?
- w jaki sposób? – spytała poważnie –
przecież ja za każdym raze..
- w taki kobiecy, delikatny sposób –
powiedział zły – dlaczego do mnie zwracasz się inaczej? – dziewczynie wróciła
odwaga „no Hinata, skup się na tym co ćwiczyłyście z Ino” – pomyślała.
- czy ty aby nie jesteś zazdrosny? –
spróbowała flirtować Naruto objął ją w pasie i mruknął do ucha
- mhmm, a nawet jeśli? – i po odwadze.
Hinata ponownie zrobiła się czerwona. Naruto zaśmiał się lekko jednak nadal nie
wypuścił dziewczyny z objęć – co ty na to, abyście przyszły jutrze do mnie z
Ino? Chielibyśmy opić powrót Itachiego i moje odzyskanie nazwiska.
- pewnie, Ino sama ostatnio chciała mnie
wyciągnąć. A reszta też będzie?
- Niee, jeszcze nie teraz. Będą się
krępowali albo bali, a ja chce się dobrze bawić.
- a skąd pomysł, że Ino się nie będzie
bała? – Naruto spojrzał tylko z
politowaniem.
- Ino nie boi się niczego, to o 17?
- tak będziemy, zrobimy sushi i dango – i
próbowała wydostać się z ramion mężczyzny
- tylko tyle?
- co? – zapytała mało inteligentnie.
Wtedy Naruto złapał ją za policzek i delikatnie pocałował.
- do zobaczenia – zostawił zaskoczoną
dziewczynę.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ino
biegła ile sił w nogach, mijała zaskoczonych przechodniów, jednak nie miała
zamiaru zwolnić. Była wściekła, na siebie, na to że jej nie było, że się nie
zainteresowała co działo się w wiosce zaraz po powrocie z misji. Gdyby tylko tu
była, to .. wbiegając za róg wpadła na przeszkodę odbijając się od niej.
-
przepraszam, ja.. Sakura! – poderwała się z ziemi – gdzie jest Sasuke?
-
nie możesz pilnować swojego życia Ino? – gdyby ludzie mogli pluć jadem, Sakura
w tym momencie wystrzeliła niczym żmija.
-
Sakura ty chyba nic nie rozumiesz, pytam ostatni raz gdzie do cholery jest
teraz Sasuke?! – różowo włosa założyła ręce. – Ty sama nie wiesz co? –
powiedziała Ino, a Haruno popatrzyła na swoje palce – oczywiście że nie, nie
będę marnować na ciebie czasu.
I
ruszyła zostawiając swoją była przyjaciółkę za plecami. Skoro Sakura nie
wiedziała gdzie on jest mógł być tylko w jednym miejscu. Blondynka wyskoczyła
za zachodnią bramę wioski i wbiegła do pobliskiego lasu. ~szybciej, szybciej,
szybciej…~ skakała z drzewa na drzewo aż jej oczom ukazała się wielka polana,
przebiegła przez nią najszybciej jak umiała i znowu wbiegła w zalesienie
~jeszcze kawałek~ między drzewami już było widać prześwity, słychać było szum
wody. Ino zatrzymała się, na skraju lasu i zobaczyła znajomą sylwetkę siedząca
na kamieniu plecami do niej. Westchnęła cicho i powoli podeszła do chłopaka.
Wzdrygnął się czując jej rękę na ramieniu ~aż tak rozkojarzony, że nawet mnie
nie słyszałeś~ pomyślała. Sasuke nadal nie podnosił głowy, wyglądał całkiem jak
kilka lat temu.
-
och Sasuke – usiadła obok niego i mocno przytuliła – rozumiem, że trochę tu
posiedzimy? – czarnowłosy tylko pokiwał głową i lekko się zatrząsnął w
ramionach przyjaciółki..

Komentarze
Prześlij komentarz